"Milczenie" i Genmaicha
"Milczenie" i Genmaicha

To, że książki i herbata mają ze sobą coś wspólnego, czuje pewnie każdy, kto lubi czytać i lubi pić herbatę.

 

  W moim przypadku książka i herbata to te, na które mam ochotę tu i teraz. Ale można pewnie zastanowić się, czemu akurat chciałem napić się tej, a nie innej herbaty. Czyżby hipnotyzujący Murakami podsunął mi pomysł na Lao Bai Cha? A może najpierw zaparzyłem Dian Hong, a potem postanowiłem rozwiązać parę zagadek z Sherlockiem Holmesem?

Połączenie tych dwóch bytów jest bardzo inspirujące, dla tego często pojawiają się razem w nazwach eventów - "Rozmowy z autorem przy herbacie", "Porozmawiajmy o książkach przy herbacie", "Herbaciane czwartki w bibliotece"...  czy stają się przedmiotem bardziej lub mniej głębokich rozważań, jak na przykład w artykule Jennifer Billock, w którym autorka zaproponowała konkretne rodzaje herbaty do lektur literatury angielskiej — pu-erh do Jane Eyre czy Butterfly Pea Flower with Lemon do Alice in Wonderland, albo studium literaturoznawczym Tea and the Silk Roads of World Literature.

Dla mnie książki i herbata są po prostu niezbędne. Tak jak ciężko mi zacząć dzień bez herbaty, tak samo dzień bez chociażby paru stron książki nie należy do najbardziej udanych.

Nie mogę pochwalić się świadomym parowaniem książek i herbaty. Główną rolę odgrywają tu nastrój, miejsce i czas. Pewnie dałoby się to przeanalizować, ale chyba nie czuję takiej potrzeby.

Ostatnim dziełem literackim, które przeczytałem, było Milczenie — powieść Shūsaku Endō. Poleciła mi ją moja dobra koleżanka z Japonii. Moim zdaniem to obowiązkowa lektura, jeśli interesuje nas Japonia — ta prawdziwa, ze swoją historią, w której, jak w historii każdego kraju, są jasne i ciemne strony. Ta powieść jest tak „niejapońska” i przez to robi jeszcze większe wrażenie, gdy podczas czytania uświadamiasz sobie, że napisał ją Japończyk. Pytania, wątpliwości, oddanie wystawiane na próbę — wszystko to tu jest, i nie jest to lekka książka „na przewietrzenie głowy”.

Milczenie czytałem przez kilka dni. Czasami rano — wtedy towarzyszył mi shu pu-erh. Czasami, korzystając z tego, że było kilka wolnych dni, popołudniu piłem długi, długi sheng pu-erh. Bywało też, że był to duży czajnik hong cha, a zdarzało się i tak, że nic nie parzyłem i po prostu smakowałem słowa.

Kiedy skończyłem, nagle przyszła mi do głowy herbata genmaicha. Czemu? Kiedyś zastanawiałem się, jak to się stało, że powstała mieszanka zielonej herbaty i prażonego ryżu. Wersja o czasach kryzysu ekonomicznego, kiedy mniej zamożne rodziny nie miały wystarczającej ilości herbaty i, by ją „powiększyć”, dodawały do niej ryż, zawsze wydawała mi się mało… „praktyczna”. Wydaje mi się bowiem, że ryż w biednej rodzinie był jednak cenniejszy.

Romantyczno-brutalna historia o samuraju, któremu podano herbatę w niedokładnie umytej misce, za co skrócił o głowę podającego, po czym niefrasobliwie napił się jednak tej herbaty — tak zachwycony jej smakiem, że postanowił nazwać ją imieniem służącego, który właśnie stracił głowę — również nie wydawała mi się wiarygodna z punktu widzenia faktów.

Kiedyś już wspominana koleżanka z Japonii wyjaśniła mi bardzo prostą historię herbaty genmaicha. Dawniej biedni ludzie w Japonii byli tak biedni, że mieli tylko jedną miskę, z której jedli, a potem również pili…

To po trochu Milczenie. I kiedy będę czytać tę powieść jeszcze raz — a na pewno do niej wrócę — zaparzę sobie genmaichę.


 

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl